Szedłem sobie jako ten czwarty do Emaus. Zasłuchany w szmer kroków i żal. Biało-czerwony zachód słońca rozdrapywał wydarzenia. Krzyczał samotnością ogrodu – odrzuceniem, rozczarowaniem, zawodem. I ten krzyż, i brak miłości, a nadzieja jak węgiel w wygasłym ognisku. Wspominam całe to życie bez Ciebie, wydarzenia i radości, powszedniość biorącą górę nad sprawami ważnymi, ułudę przybierającą kształt diamentów i próżność. O tak, ona potrafi być ślepa. Wspominam siebie, bezduszną mumię. Szedłem tam, jak obłąkany, na drodze pustki, bez niczego, obojętny na wszystko. Szedłem zażenowany i zrozpaczony. Bez Ciebie co dalej?

A wschodni wiatr wiał i przynosił różne wieści, wśród nich jedną, o pewnym mężczyźnie. Znałem Go, był moim przyjacielem, los swój związał z człowiekiem, zakochał się w nim. Ojciec wysłał Go na pustynię. Wśród nagości natury, stał się jej ubraniem, przyniósł wiosnę spękanym od słońca skałom.

Spotkałem Go na mej drodze do Emaus, jeszcze raz. Teraz daję świadectwo, że jest Synem Bożym. On życiem wyjaśnił, że nie samym chlebem żyje człowiek. Pamiętam Go jak stał na skraju wysokiego wzniesienia, przekonywał, że prawdziwe królestwo jest nie z tego świata, a Jego moc jest Mocą samego Boga Ojca. Jest Barankiem Bożym, On gładzi moje grzechy.

Przyjdą zmartwychwstania – nie jedno – które będzie Twoim?

Bożych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

Ks. Jan Oleszko SAC

W imieniu współbraci i pracowników